O przebudzeniu duchowym

O moim przebudzeniu duchowym cz.1

Aho! Witaj na mojej stronie.

Nazywam się Aleksandra Gelo i z największą przyjemnością będę Twoją towarzyszką w podróży duchowej, rozwojowej do wewnętrznej transformacji, tak abyś mógł/mogła wieść życie w zgodzie ze sobą. W prawdzie. Mówię o sobie, że w swoim 39-letnim życiu doświadczyłam dwóch przebudzeń. I zanim rozwinę ten wątek, na wstępie pragnę podzielić się z Tobą, czym dla mnie jest przebudzenie.

W obecnych czasach dużo mówi się o przebudzeniu. Oczekujemy spektakularnego momentu, który odmieni nasze życie, zjawiska niczym uderzenie piorunem, tak zwanego wystrzelenia w kosmos, na różową chmurkę….tęcza, jednorożce… najlepiej na jednej z egzotycznych, pięknych wysp… Widzimy ludzi wiecznie uśmiechniętych, ubranych w kolorowe stroje, przyozdobionych piórami i dziesiątkami bransoletek… i wszyscy żyli długo i szczęśliwie…

 

 

Prawda i fałsz

Przekaz, który dzisiaj podaje się poprzez efektownie obrobione zdjęcia w mediach masowego przekazu, to jedynie piękna otoczka, na którą większość z nas niestety daje się nabrać. I większość z nas pragnie tego samego… żyć lekko, kolorowo, beztrosko…Taki sposób mówienia o przebudzeniu niewiele jednak ma wspólnego z przebudzeniem, bo kryje w sobie wiele niebezpiecznych pułapek.

 

Byłam tam

Po raz pierwszy „przebudzenia” doświadczyłam bodajże w 2014 roku. W moim życiu działy się wówczas trudne rzeczy. Moja droga zawodowa układała się dość średnio, finanse kulały, moje małżeństwo pozostawało wiele do życzenia, a ja sama czułam się nieszczęśliwa, spełniając oczekiwania wszystkich dookoła, poza swoimi.

Któregoś dnia zostałam zaproszona na mszę o uzdrowienie do jednego z kościołów na warszawskim Mokotowie. Muszę nadmienić, że nigdy nie byłam zbyt religijna, Wychowałam się w rodzinie katolickiej i właściwie przyjęłam tę wiarę bezrefleksyjnie jako małe dziecko. Do kościoła nie lubiłam chodzić. Msze postrzegałam jako nudne i miałkie i dość często zdarzało mi się mdleć lub słabnąć. Był to doskonały pretekst, aby unikać coniedzielnych mszy. Do świętych również nie należałam. Jeśliby szukać najbardziej zbuntowanej i zwariowanej dziewczyny, to właśnie o niej czytasz J Narobiłam w swoim życiu mnóstwo bałaganu. Kiedy zdarzało mi się chodzić do spowiedzi, bałam się reakcji księdza, pomijając często pewne (pikantne) fakty ze swojego życia.

Zawsze jednak wierzyłam, że jest jaka Siła Wyższa, która prowadzi nas w życiu. Czułam tę obecność wielokrotnie w przeróżnych momentach swojego życia.

Tego pamiętnego dnia, podczas mszy zadziało się coś niezwykłego. Od początku mszy łkałam gorzkimi łzami, potokiem łez, nie zważając zupełnie na tłum ludzi dookoła. Poczułam jakby ktoś wyświetlił mi film o moim życiu, ze mną w roli głównej. Zobaczyłam wszystkie te momenty, kiedy skrzywdziłam innych ludzi, kiedy nie szanowałam swojego ciała, kiedy imprezowałam do upadłego. Płakałam nad sobą. Było mi siebie żal. Na koniec ksiądz błogosławił każdego z osobna, kładąc swoje dłonie nad nasze głowy. Wraz z tym gestem poczułam jak przepływa mnie fala bezwarunkowej miłości, uczucia którego nigdy wcześniej nie doświadczyłam na taką skalę. Trudno mi nawet ubrać to doświadczenie w słowa, bo żadne nie oddadzą w pełni tego, co poczułam. Po powrocie do domu, moi bliscy mówili, że wyglądam jak zakochana. Po kilkugodzinnym płaczu nie było nawet najmniejszego śladu na twarzy. Tak, mogę powiedzieć, że wówczas wystrzeliło mnie w kosmos! To mistyczne zdarzenie odmieniło moje serce. Podjęłam decyzję, aby stać się lepszym człowiekiem… Ponieważ moje przebudzenie miało miejsce w kościele, bardzo mocno połączyłam je z miejscem. Wydawało mi się, że właśnie tam znajdę „Boga” i lepsze życie. Wpadłam jednak w pułapkę duchowości, przed którą pragnę Cię przestrzec. Zaczęłam chodzić regularnie do kościoła. Modliłam się długo i namiętnie, nie zwracając uwagi, na to, jak czas przelatuje mi przez palce. Potrafiłam całymi dniami słuchać interesujących mnie treści. Tak bardzo byłam wystrzelona w kosmos, że nie zauważyłam nawet jak mocno oddaliłam się od codziennej rzeczywistości. Kiedy moi bliscy nie chcieli chodzić ze mną do kościoła, wpadałam w szał. Często wybuchałam złością. I tak dzisiaj patrząc na to zdarzenie, czuję, że poprzez swoją nieuwagę i zaślepienie tematem „przebudzenia” czy nawrócenia zupełnie oddaliłam się od prawdy…

Prawda zaczęła ujawniać się stopniowo, kiedy zorientowałam się, że poprzez swoje „duchowe wystrzelenie” zaniedbuję swoją pracę i codzienne obowiązki. Zrozumiałam, że duchowość zaczęłam traktować jako remedium na swoje problemy. Uciekałam od siebie w modlitwę, która zajmowała mi długie godziny, jednak nie wnosiła większej zmiany w moje życie, poza chwilowym uspokojeniem.  Zauważyłam również, że nie zgadzam się w większości z naukami płynącymi z ambony. Zaczął rodzić się we mnie ogromny sprzeciw na brak spójności dotyczący kleryków. Owszem, na swojej drodze spotkałam kilku niezwykłych księży, z którymi odbyłam wiele mądrych rozmów. Niestety tych z prawdziwym powołaniem była garstka. Nie rozumiałam, dlaczego kościół tak bardzo neguje jogę, medytacje, które już wtedy pojawiły się w moim życiu. Wbrew temu co szerzyli księża, ja czułam się spokojniejsza, zaś moje ciało stawało się zdrowsze i pełne wigoru. Po półtora roku od mojego przebudzenia odsunęłam się zupełnie od kościoła, czując, że potrzebuję szukać prawdy na własną rękę. Okazało się, że wiedza, którą zaczęłam zdobywać była zbawienna. Codzienna praca ze swoimi przekonaniami, wzorcami i schematami, a także regularne praktykowanie medytacji i jogi, zdrowe, świadome odżywianie zaczęły przynosić prawdziwe owoce. Czułam się wspaniale, czułam się lepszym człowiekiem, zaczęłam lepiej traktować siebie, innych, lepiej radzić sobie z emocjami oraz trudnymi sytuacjami. Czułam się w większym połączeniu ze sobą niż kiedy wszystko zrzucałam na karb codziennej modlitwy. Przyszła świadoma praca nad sobą. Wzięłam pełną odpowiedzialność za zmianę, zamiast czekać na cuda z nieba 😉

Zrozumiałam wówczas, że Bóg, czy jak to określamy Siła Wyższa jest wszędzie i nie potrzebujemy żadnych budynków, religii, aby móc doświadczać cudów na co dzień.

Nie neguję żadnej religii. Każdy ma prawo dokonywać swoich wyborów. Warto jednak szukać swojej prawdy i nie wierzyć we wszystko co słyszymy. Podważać prawdę, sprawdzać i testować… Jak mawiał Jezus: „Poznacie ich po owocach” i ja swoje owoce widzę każdego dnia, w swojej prawdzie…Twoja moża być zupełnie inna.

O moim drugim najważniejszym przebudzeniu przeczytasz w kolejnej części tego wpisu już za tydzień

Koszyk sklepowy zamknij